Kraina Wilków Strona Główna

Informacja
 
To forum jest teraz wyłączone.

Powód:
Ciąg dalszy nastąpił.







Niebo nad Armonią rozbłyskało odcieniami pomarańczu i czerwieni, akompaniując zachodzącemu powoli słońcu, które rzucało ostatnie tego dnia tańczące promyki na Kasztanowy Las. W cieniu drzew gromadziły się cienie wilczych sylwetek; ich właściciele na pozór byli niedostrzegalni.

Od jakiegoś czasu stworzenia te prowadziły między sobą ożywioną dyskusję. Pomiędzy tłumem dało się słyszeć zaniepokojone szepty, pomrukiwania czy nawet modlitwy do wspólnej bogini - ciekawska istota, po zbliżeniu się, mogłaby dojrzeć kilka wyróżnionych spośród pozostałych postaci; mówiły coś głośno, najwyraźniej przekazując informacje zebranym.

- ...Tak czy owak, powinniśmy być ostrożni - nawoływali, co poskutkowało natychmiastowym oburzeniem części gapiów. Przekrzykiwali się, jeden przez drugiego, nie dowierzając mówcom oraz oskarżając ich o rozprzestrzenianie haniebnych kłamstw. Sytuacja została jednak prędko opanowana; a gdy nastała cisza, padły kolejne, złowieszcze słowa:

- Nasi przodkowie ostrzegali - harmonia zostanie zburzona. A wtedy nastanie koniec.







___________________________________________




Fabularnie wyjaśnienie zakończenia (c) Cold:



Nastał kolejny świt w krainie' pozornie zwykły, choć jednak odmienny od wszystkich poprzednich, zwiastujący nieubłaganie nadchodzące zmiany. Wschodzące słońce przedzierało się nieśmiało przez gęste gałązki drzew Nawiedzonej Puszczy, rozświetlając opustoszałe ścieżki. Puszyste, białe obłoki spokojnie wędrowały po niebie; zapowiadało się na piękną, ciepłą pogodę, przyjemnie grzejącą futra mieszkających w okolicy wilków. Poranna mgiełka unosiła się tuż nad ziemia, nadając miejscu cudownego, tajemniczego klimatu. Zielone listki radośnie rozkwitały na drzewach, ożywiając martwy, zimowy krajobraz. Wiosna rozpoczęła się na dobre, zwierzyna wracała do lasów i polan, mogłoby się wydawać, że wokół wreszcie zapanuje szczęście i spokój.

Jednak coś się zmieniło. Coś nie pasowało do tej jakże harmonijnej układanki. Wokół panowała dziwna pustka, ciszę przerywało jedynie radosne ćwierkanie wróbli oczekujących na przybycie innych gatunków ptaków. Nawet najbardziej spostrzegawcza istota nie dałaby rady w tej pozornie zwykłej rzeczywistości dojrzeć… wilka.



***


Obóz Stada Wilków Mroku na pierwszy rzut oka wydawał się być identyczny, jak przed paroma księżycami, gdy członkowie watahy rozmawiali ze sobą lub spacerowali w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia – po bliższym przyjrzeniu się każdy, nawet najgłupszy, byłby w stanie zauważyć brak oczu błyszczących w ciemności.

Nagle pobliskie zarośla drgnęły, a następnie na polanie ukazały się dwie sylwetki wysokich postaci – czarno-brązowy samiec o jasnym spodzie ciała wyłonił się pierwszy. Był wysoki, smukły, lecz dobrze zbudowany, umięśniony i emanowała od niego przywódcza siła; ogon i głowę trzymał wysoko, a na jego pysku malował się delikatny uśmiech. Cold, bowiem tak brzmiało imię Alfy Mroku, rozejrzał się czujnie, zatrzymując wzrok na pustym legowisku. Przechylił łeb, zdziwiony, jednocześnie węsząc w powietrzu w poszukiwaniu ewentualnych świeżych woni. Nic. Zupełnie nic.

Tuż za nim podążała złotowłosa suka, rasy golden retriever – jej długie futro falowało w rytm poruszania się przywódczyni, orzechowe oczy spoglądały na świat z wyższością pomieszaną z prawdziwą inteligencją godną Mrocznej Władczyni. Zatrzymała się tuż obok swojego przyjaciela, wypatrując jakiegoś życia na pustym terytorium. Przesunęła spojrzeniem od kolorowego wilka do pobliskiego drzewa, marszcząc brwi i oddychając ciężko.

- Nikogo nie ma – mruknęła, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego. Z jej pyska wyrwało się ciche, trudne do sprecyzowania westchnienie, pełne smutku jakby pomieszanego z ulgą.

- Rzeczywiście – odparł basior, ruszając w kierunku Tajemniczej Groty, dotychczas służącej im jako schronienie. Przytknął nos do chłodnej, mokrej skały pod pozorem pożegnania się z tymczasowym terytorium, jakie zostało ofiarowane mu siłą. Bueno przyglądała mu się z ciekawością, obserwując ten niespotykany rytuał. Nadal nie potrafiła pojąć niektórych czynów Colda, choć znała go od długiego czasu. Wiedziała jednak, że był szlachetnym, lojalnym wilkiem, który nie opuściłby stada aż do końca. Inna sprawa, że…

- To już koniec Mroku, koniec dawnego porządku. Wydawało nam się, że damy radę, ale widać zadanie przerosło nas i to sporo. – Usłyszała złotowłosa, kiedy w skupieniu obserwowała nieco niezdarny ruch mrówki po ubłoconym podłożu. Powracając do rzeczywistości, ujrzała, jak jej rozmówca kieruje się w jej stronę – spojrzała mu w oczy, oczekując jego dalszych słów, których była pewna, iż nastąpią. Nie myliła się:

- Nasze Stado już nie istnieje. Nie mamy żadnych zobowiązań.

- Masz rację, przyjacielu.

Zaśmiała się cicho, sama nie wiedząc z czego – po prostu nagle naszła ją dziwna wesołość, paradoksalnie przygnębiająca i ciążąca na sercu. W szaroniebieskich tęczówkach stojącej przed nią persony dojrzała dokładnie to samo. Wspomnienia przesuwały się przed jej oczami niczym sceny z filmu. Dokładnie pamiętała swój trening, dzień stania się mentorką, egzamin Colda, początki ich niesamowitej przyjaźni. Pamiętała Czarną, wszystkie walki, wszystkich przywódców… zamknęła oczy, oddając się błogiemu stanowi, jaki ją ogarnął. Popadła w zamyślenie, rozważając, czy to wszystko było warte tej ceny. Czy życie w watasze opłaciło się, nawet, jeśli teraz musiała cierpieć z powodu końca.

Tak. Nie miała czego żałować.

Cold zastanawiał się dokładnie nad tą samą sprawą i doszedł do podobnych wniosków. W watasze odnalazł szczęście, udało mu się spełnić swoje marzenia oraz ambicje. Choć smutkiem napawał go fakt, że teraz to wszystko się skończyło, zdawał sobie sprawę z tego, że życie biegnie dalej. Nie można żyć przeszłością, bo najważniejsze to, co znajdowało się przed nimi. Tak, przed NIMI. Nie opuści Bueno, chyba, że sama sobie tego zażyczy.

- Sprawdźmy, czy bagna rzeczywiście są puste – zaproponował.

- A co później?

- Zobaczymy.

Po szybkim obejściu dookoła ziemi Stada, spotkali się znów w tym samym miejscu – milczeli. Złota kiwnęła głową, zapraszając samca do podążania za nią, a następnie wskazała pyskiem pobliskie wysokie wzniesienie znajdujące się tuż przy łańcuchu gór. Nie minęło wiele czasu, gdy ich łapy stanęły na trawiastym gruncie.
Pagórek był idealnym punktem obserwacyjnym – miękkie, wiosenne, nowonarodzone źdźbła uginały się pod naciskiem wilczych stóp, nic nie zasłaniało ważnego dla ich oczu widnokręgu. Kilka skał leżało luźno za nimi, nadając okolicy górski wygląd. Delikatna łodyżka białego kwiatu przedarła się przez zmarzniętą ziemię i prezentowała światu swą przepiękną koronę oraz listki. Orzeźwiająca bryza uderzyła w płuca przyjaciół, pozorując uczucie świeżości.

- Spójrz – odezwał się nagle Cold, wzrokiem podążając za niewielkimi punkcikami w oddali, w rzeczywistości będącymi wilczymi sylwetkami. – Wataha Cichych Wód odchodzi, aby zamieszkać w innej krainie, z dala od wojny i bitewnego zgiełku.

Z daleka dobiegł wściekły ryk wojownika, szykującego się do walki. Nad Lasem Wiary wisiała dziwna, ponura, krwawa atmosfera, w powietrzu roznosiło się złowieszcze warczenie, tak naprawdę jedynie iluzja, dźwięki dopowiadane przez wyobraźnię obserwatora. Łatwym zadaniem było domyślenie się, co dzieje się na pierwotnym terytorium Wierzących – to oni sami, po utracie Alfy, Ilii, w nieznanych okolicznościach, zdesperowani rzucili się na wojska Potęgi Nieśmiertelnych. Pragnąc raczej zginąć, niż rozpaść się, a później znosić samotność. Byli najliczniejszą watahą z trzech zamieszkujących niegdyś Krainę Wilków, aczkolwiek nie potrafili poradzić sobie ze stratą najważniejszej wilczycy. Nie widząc innego wyjścia, zaatakowali. Za honor, odwagę i sprawiedliwość, za wartości, których pilnie strzegli przez te wszystkie lata.

Mądrzejsi jednak nie przyłożyli łapy do tego, bądź co bądź, samobójczego pomysłu. Dołączyli się do Shaamaha i jego podwładnych, ponieważ życie było im miłe – nie chcieli go stracić tak szybko.

- Podążę za nimi – zdecydował wielobarwny po chwili milczenia, gdy oboje obserwowali zaistniałą sytuację. Czy mieli jakiś wybór? Mogli co prawda żyć jako samotnicy, wciąż w tym samym miejscu, lecz nie wyciągnęliby z tego żadnych korzyści. Poza tym, Nieśmiertelni prześladowaliby ich na każdym kroku, nie daliby im spokoju nawet na moment…

- Natomiast ja pójdę za tobą, przyjacielu.

- Na koniec świata? – zażartował, uśmiechając się szeroko, jakby nigdy nic.

- Na koniec świata.

Pyski pełne zadowolenia i rozbawienia, wysoko podniesione głowy i ogony, dumnie wypięte klatki piersiowe, położone, spokojne futro… spojrzenia pełne opanowania oraz niezwykłego, niespotykanego ciepła. To wszystko skrywało wewnętrzne przeżycia, jakich tych dwoje było właściwie pełne. Ból po stracie Stada Wilków Mroku, tęsknota, smutek związany z opuszczeniem domu, który służył im za schronienie przez tyle czasu. A to wszystko za sprawą jednej, głupiej organizacji mającej na celu niszczyć życie innym… Potęgi, prowadzonej przez Frista. Biały wilk zasłużył na wieczną nienawiść. Serca biły miarowym rytmem, nie dając po sobie znać, iż są mocno zranione. Okrutnie odczuwalny ból został jednak przyduszony przez nowe, niespodziewane uczucie…

Nadzieję. Na lepszą przyszłość, bo życie nie kończy się tutaj.

To wszystko buzowało w ich umysłach, gdy, z radością w ślepiach, schodzili ze zbocza w kierunku odchodzącej gromady. Poduszki łap delikatnie stąpały po ziemi, ciała ogarnęła jakaś lekkość.

Za lepsze życie. Ku nowemu początkowi.






Ciąg dalszy… nastąpi?
 


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Forum udostępnione przez serwis Webplus -

Style created by Kula & Gozda

Wymiana bannerami/tekstami reklamowymi.





PustaMiska - akcja charytatywna
Strona wygenerowana w 0.01 sekundy. Zapytań do SQL: 8